-Przecież nie ubrałem się w garnitur.- powiedział
I ten jego lekko drwiący uśmiech.
-Dobrze, że przynajmniej nie wziąłeś kwiatów-
odparłam robiąc tą samą minę.
Wtedy zza pleców wyjął małego, różowego, tulipana.
-A jednak masz- uśmiechnęłam się- Pamiętałeś, że
lubię tulipany.
- Jak mógłbym zapomnieć- śmieje się- To co idziemy?
- To idziemy.
Każda dziewczyna chciałaby, żeby taki chłopak
zaprosił ją na randkę ale nie ja. Rafał jest przystojnym, wysokim siedemnastolatkiem. Znamy się od przedszkola. Wie o mnie wszystko, czasem
wydaję mi się, że więcej ode mnie. Ma spokojne usposobienie chociaż czasem
udaję mu się mnie zaskoczyć. Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi. Widocznie on
tak nie uważa. Dziwnie razem wyglądaliśmy. On taki wyperfumowany , pachnący,
nienagannie wyglądający. Ja wypłosz z poplamioną bluzą i nieuczesanymi włosami.
Ciekawe czy jest zawiedziony moim wyglądem.
-Jesteś rozczarowany tym jak wyglądam- spytałam nie
myśląc co robię. Przecież miałam tego nie mówić. Zawsze coś palnę.
-Bardzo ładnie wyglądasz nawet w poplamionej,
męskiej bluzie- wahał się
Zapomniałam dodać, że to bluza mojego taty. Ahh,
ojciec. Tylko to mi po nim zostanie, no
i jego perfumy. Uwielbiam zapach męskich perfum. Wtedy przypomniałam sobie o
czym tak naprawdę chciałam z nim porozmawiać.
-Moi rodzice się rozwodzą- szepnęłam i czekałam jak
na ścięcie. Nie wiadomo dlaczego.
-To dlatego chciałaś się spotkać- zrozumiał- Przykro
mi.
Widać było, że radość powoli ucieka z jego twarzy.
Zatrzymaliśmy się na środku deptaka. Spojrzał na mnie z widocznym
współczuciem. W mgnieniu oka przytulił mnie do siebie, a ja wtuliłam się w
niego i natychmiast napełniłam nozdrza jego zapachem. Czułam się bezpiecznie.
Tak bezpiecznie, że przez głowę przeleciała mi myśl, że może bycie z nim to nie
taki głupi pomysł. Stanęliśmy na przeciwko siebie. Tym razem trochę z boku. W
końcu tu chodzą ludzie. Widziałam w jego oczach jak wyobraża sobie nasz
pocałunek. Niestety musiał mu wystarczyć jedynie buziak w policzek. Spacerowaliśmy jeszcze trochę. Później zabrał mnie na lody. Ja wzięłam miętowe z kawałkami czekolady, a on cytrynowe. Śmialiśmy się i gadaliśmy o głupotach. Przez chwilę zapomniałam jak mi trudno.
* * * * *
Wracałam do domu. Sama. Musiałam sobie to wszystko
przemyśleć. Rafał nie był zadowolony, a wręcz rozczarowany. Nie wiem, czy chce z nim być czy nie. To skomplikowane. Teraz muszę skupić się nad tym by nie zwariować. Jutro po szkole mam spotkanie w grupie terapeutycznej. Zazwyczaj byłam sama z terapeutą, a teraz będzie sporo ludzi. Boję się. Gdy wróciłam było po dwudziestej. Matka siedziała w salonie z nową prenumeratą jej ulubionego tygodnika. Przez ramię widziałam szczupłe, wysokie blondynki, prezentujące nową kolekcję letnią. Szybko prześlizgnęłam się na schody i pobiegłam na górę. Schody były przy samym wejściu, więc nie miałam problemu, że może mnie zauważyć choć i tak najczęściej miała mnie i moje uczucia głęboko. Wchodząc do pokoju zauważyłam, że coś się zmieniło. Na środku stały kartony, a ze ścian zniknęły wszystkie obrazki i plakaty. Co tu się dzieje do cholery?
-Mamo!! Co to ma znaczyć?!- byłam wściekła i zdezorientowana. Przecież raczej nie zamierzała mnie wyrzucić? Chociaż nie zdziwiłabym się, gdyby miała mnie dość.
-Właśnie Ela, zapomniałam ci powiedzieć, że za tydzień we wtorek wyprowadzasz się do ojca na wieś.- nie była smutna, zawiedziona, czy pal licho wie co jeszcze.- Lepiej będzie jeżeli zaczniesz się pakować. Trzeba jeszcze rozkręcić meble.
Złość narastała we mnie coraz bardziej. Wyobrażałam sobie jak robię się czerwona, a para leci mi z uszu.
-Licz do dziesięciu, licz do dziecięciu. Licz do dziesięciu!- nie mogę, ahh.-Co ty sobie wyobrażasz?!! Co?!!- wrzeszczałam, zbiegając po schodach.-Najpierw łaskawie mi mówisz, ze się rozwodzisz z tatą i dopiero teraz przypominasz sobie o mnie?!! Do jasnej cholery! Nie mogłaś mi przynajmniej powiedzieć wcześniej. Hm?- łzy cieknął mi po twarzy strugami.
-Jak ty się wyrażasz do matki? To ja cię wychowałam, a nie on! Rozumiesz. Powinnaś mieć do mnie przynajmniej trochę szacunku. Ojca nigdy przy nas nie ma. Ciągle chodzi do tego burdelu za rogiem! Ty go zawsze bronisz!-widziałam jaka była wściekła, ale ulżyło jej gdy mi to wszystko wyznała.
-Prze...przepra...-spazm wściekłości i żalu dostatecznie ścisną mi gardło.- Ale dlaczego chcesz mnie oddać, porzucić bez słowa? Dlaczego?-stałam przed nią, błagając o wyjaśnienie, którego nie otrzymałam.
Zrezygnowana udałam się znów do mojej króliczej nory. Wyobrażałam sobie mieszkanie z tatą. Może zamknął mnie pod schodami, jak w Harrym Potterze. Zamknął? Bezpodstawnie użyłam liczby mnogiej. Chyba...Nie wiedziałam czy ma kochankę, a może nawet dzieci. Przecież nic mi nie mówią. Spojrzałam na pudła, a potem na miliard rzeczy w moim pokoju. Sięgnęłam po telefon i słuchawki. Włączyłam muzykę na ful, wsłuchując się w słowa piosenki. Na początku zajrzałam do szafy. Nie było tam z byt dużo ubrań. Same najpotrzebniejsze rzeczy. Na samym początku wybrałam strój na jutro. Następnie większość ubrań spakowałam do jednego, średniego pudła.
Spojrzałam na pułki z płytami. Miałam ich strasznie dużo Chyba z pięćdziesiąt. Niektóre były jeszcze z mojego dzieciństwa. Dobranocki, bajki i piosenki dla dzieci. Wszystkie pokryte były kurzem. Partiami zaczęłam je zdejmować z pułki. Zostawiłam tylko jedną, jedyną. Moją ulubioną. Twa pełne pudła przysunęłam do ściany. Zabrałam się za książki. Wiekowość to podręczniki ze szkoły. Może poza dwiema przodówkami. Układając je w kartonie przypomniałam sobie, że nie odrobiłam jeszcze lekcji. Zresztą i tak nie długo się wyprowadzam, więc co mi po tym. Lekko zmęczona i sfrustrowana postanowiłam, że resztę zrobię później. Udałam się do łazienki i weszłam pod prysznic. Gorąca woda obmywała moje ciało, a ja stałam i płakałam. Nikt mnie nie słyszał, nie żałował. To było moje jedyne prywatne miejsce. Spojrzałam na nogi i doszłam do wniosku, że nie chce mi się ich golić. I tak nikt nie zwraca na mnie uwagi. Oprócz Rafała, ale mu nie będzie to przeszkadzać. Przypomniałam sobie jeszcze o tym co mówiła matka. O domku na wsi. Tata zawsze wracał do domu na noc, ale dzisiaj było inaczej. Pewnie przygotowuje dom dla nas lub spędza beztroski czas ze swoją nową rodziną.
-Mamo!! Co to ma znaczyć?!- byłam wściekła i zdezorientowana. Przecież raczej nie zamierzała mnie wyrzucić? Chociaż nie zdziwiłabym się, gdyby miała mnie dość.
-Właśnie Ela, zapomniałam ci powiedzieć, że za tydzień we wtorek wyprowadzasz się do ojca na wieś.- nie była smutna, zawiedziona, czy pal licho wie co jeszcze.- Lepiej będzie jeżeli zaczniesz się pakować. Trzeba jeszcze rozkręcić meble.
Złość narastała we mnie coraz bardziej. Wyobrażałam sobie jak robię się czerwona, a para leci mi z uszu.
-Licz do dziesięciu, licz do dziecięciu. Licz do dziesięciu!- nie mogę, ahh.-Co ty sobie wyobrażasz?!! Co?!!- wrzeszczałam, zbiegając po schodach.-Najpierw łaskawie mi mówisz, ze się rozwodzisz z tatą i dopiero teraz przypominasz sobie o mnie?!! Do jasnej cholery! Nie mogłaś mi przynajmniej powiedzieć wcześniej. Hm?- łzy cieknął mi po twarzy strugami.
-Jak ty się wyrażasz do matki? To ja cię wychowałam, a nie on! Rozumiesz. Powinnaś mieć do mnie przynajmniej trochę szacunku. Ojca nigdy przy nas nie ma. Ciągle chodzi do tego burdelu za rogiem! Ty go zawsze bronisz!-widziałam jaka była wściekła, ale ulżyło jej gdy mi to wszystko wyznała.
-Prze...przepra...-spazm wściekłości i żalu dostatecznie ścisną mi gardło.- Ale dlaczego chcesz mnie oddać, porzucić bez słowa? Dlaczego?-stałam przed nią, błagając o wyjaśnienie, którego nie otrzymałam.
Zrezygnowana udałam się znów do mojej króliczej nory. Wyobrażałam sobie mieszkanie z tatą. Może zamknął mnie pod schodami, jak w Harrym Potterze. Zamknął? Bezpodstawnie użyłam liczby mnogiej. Chyba...Nie wiedziałam czy ma kochankę, a może nawet dzieci. Przecież nic mi nie mówią. Spojrzałam na pudła, a potem na miliard rzeczy w moim pokoju. Sięgnęłam po telefon i słuchawki. Włączyłam muzykę na ful, wsłuchując się w słowa piosenki. Na początku zajrzałam do szafy. Nie było tam z byt dużo ubrań. Same najpotrzebniejsze rzeczy. Na samym początku wybrałam strój na jutro. Następnie większość ubrań spakowałam do jednego, średniego pudła.
Spojrzałam na pułki z płytami. Miałam ich strasznie dużo Chyba z pięćdziesiąt. Niektóre były jeszcze z mojego dzieciństwa. Dobranocki, bajki i piosenki dla dzieci. Wszystkie pokryte były kurzem. Partiami zaczęłam je zdejmować z pułki. Zostawiłam tylko jedną, jedyną. Moją ulubioną. Twa pełne pudła przysunęłam do ściany. Zabrałam się za książki. Wiekowość to podręczniki ze szkoły. Może poza dwiema przodówkami. Układając je w kartonie przypomniałam sobie, że nie odrobiłam jeszcze lekcji. Zresztą i tak nie długo się wyprowadzam, więc co mi po tym. Lekko zmęczona i sfrustrowana postanowiłam, że resztę zrobię później. Udałam się do łazienki i weszłam pod prysznic. Gorąca woda obmywała moje ciało, a ja stałam i płakałam. Nikt mnie nie słyszał, nie żałował. To było moje jedyne prywatne miejsce. Spojrzałam na nogi i doszłam do wniosku, że nie chce mi się ich golić. I tak nikt nie zwraca na mnie uwagi. Oprócz Rafała, ale mu nie będzie to przeszkadzać. Przypomniałam sobie jeszcze o tym co mówiła matka. O domku na wsi. Tata zawsze wracał do domu na noc, ale dzisiaj było inaczej. Pewnie przygotowuje dom dla nas lub spędza beztroski czas ze swoją nową rodziną.
* * * * *
Gdy leżałam w norce zrobionej z kołdry, dostałam wiadomość. Recz jasna od Rafała: ''Jak się czujesz? Wszystko w porządku?''. Szybko odpisałam: '' Zawsze mogło być lepiej :) ''. Po dziesięciu minutach dostałam kolejną wiadomość: '' Długo myślałem nad naszą relacją. Nie chciałbym abyśmy byli tylko przyjaciółmi. Mam nadzieję, że nie jesteś zła. To dla mnie bardzo ważne. Przepraszam, że mówię ci to w taki sposób ale nie umiałem tego zrobić na żywo. '' Nie byłam zaskoczona. W końcu byliśmy na randce. Jeżeli można to nazwać randką. Nie byłam też pewna co mam napisać. Po woli brakowało mi tlenu chociaż nie chciałam wychodzić na powierzchnię. Napisałam: '' Nie wiem co mam ci powiedzieć lub co chcesz usłyszeć. Pogadamy jutro w szkole''. Zdawałam sobie sprawę, że ta odpowiedź go nie satysfakcjonuje lecz musiało mu to na razie wystarczyć. Pewnie wyobrażał sobie wiadomość typu: Ja też cię kocham. Zawsze marzyłam o związku z tobą. Żenujące. W końcu wynurzyłam się z pod kołdry. Nie mogłam tam oddychać, a nie chciałam się udusić. Teraz nie miałam ochoty na samobójstwo. Rozmyślałam jeszcze trochę, o tym co mu powiem i czy przystanę na jego propozycję. Potem zasnęłam.
Koniec rozdziału II
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz