piątek, 18 listopada 2016

Ważna notka!!

Hej!
Opowiadanie będzie przeniesiony na inny blog, również mojego autorstwa. Serdecznie zapraszam Paczekblog. Oprócz niego znajdziecie tam też (niby)recenzję filmów lub albumów muzycznych, rankingi, playlisty oraz wiele innych.

środa, 11 listopada 2015

Mam ochotę mu przyłożyć.

Stojąc przed szkołą dało się słyszeć pokrzykiwania i rozmowy uczniów. Siedziałam na ławce przed głównym wejściem i wnikliwie patrzyłam na przechodzące osoby. Szczególną uwagę zwracałam na ich buty. Uważałam, że po oczach, to drugie zwierciadło człowieka. Mówi o jego stylu i dbałości o wygląd. Choć ja sama nie przywiązywałam do tego wagi, to zależało mi na tym, aby inni zwracali na to uwagę. Lekcję miały zacząć się punktualnie o ósmej. Byłam pół godziny wcześniej, ponieważ Rafał chciał się spotkać. Wczorajszej nocy długo myślałam co mu powiem. Z jednej strony tak, aby go nie urazić, a z drugiej czy powiedzieć mu o tym czy się wyprowadzam. Spoglądałam właśnie na moje zniszczone trampki, gdy nagle usłyszałam znajomy głos.
Znalezione obrazy dla zapytania plastikowe dziewczyny-Hej laski?! Idziemy dzisiaj na miasto? Przydało by się kogoś wyrwać. - to królowa Wiktoria I oznajmiała właśnie swoim piskliwym głosem, że jest spragniona łowów.
W duchu ryczałam ze śmiechu ale z trudem zachowałam powagę.
-Hmm?! Idziemy, idziemy. - zgodnie odpowiedziały bliźniaczki. Iza oraz Natalia. Dwie popychadła Wiktorii. Nie chce ich obrażać. W sumie też kiedyś taka byłam. Wszystko się zmieniło. Teraz to już nie ważne. Nie zwracając uwagi na królową różu, włożyłam słuchawki i włączyłam audiobooka. Przesłuchałam pół rozdziału, gdy zadzwonił dzwonek. Rafała nigdzie nie było. On przecież nigdy się nie spóźnia, a obietnica to dla niego rzecz święta. Może jest chory? Martwię się, w końcu jesteśmy przyjaciółmi. Chyba...

 * * * * *
W klasie zawsze był zgiełk. Każdy miał swoje określone miejsce i siedział tam ze swoją paczką. Sam koniec klasy to brama do piekieł. Zazwyczaj przesiadywali tam heavymetalowcy. Zaraz za nimi grupka emo. Ciągle gadali o piercingu i nowo zakupionych żyletkach. W połowie sali usadowili się skejterzy. Dumnie prezentowali swoje deski. Próbowali poderwać na to dziewczyny, ale nie zbyt im to wychodziło. W trzecich i drugich ławkach siedzieli tacy jak ja. Przeciętni nie wychylający się uczniowie. Z chęcią wolałabym siedzieć przy oknie, ale to był teren dla wybranych. Sami snobi, koszykarze i ich dziewczyny. Ogólnie cała burżuazja szkoły. Nic ciekawego. Usiadłam w ławce i rozpakowałam książki do polskiego.
-Dziś pomówimy o twórczości Czesława Miłosza.- nauczycielka nie mogła ukryć ekscytacji-Wiktoria przygotowała na dzisiaj prezentacje- odparła z dumą.-Cieszę się, że przynajmniej jedna osoba w klasie chce mieć dobre oceny.
Wiktoria wstała i z podniesiony czołem kierowała się do biurka nauczycielki. Swoją pracę prezentowała całą godzinę, więc na szybko zrobiłam odpowiednie notatki i wyjęłam książkę z plecaka. "Alergia na kurz". Wbrew pozorom nie była to książka dla alergologów, lecz romans. Wątki miłosne przeplatały się z akcją fantasy. Lubiłam ją czytać. Przede wszystkim dlatego, że ładnie pachniała. Po skończonych lekcjach udałam się na sale gimnastyczną. Miałam nadzieję, że spotkam tam Rafała i w końcu porozmawiamy. Klasowe ciacho trenuję koszykówkę, dlatego pomyślałam, że może jest na całodziennym treningu i przygotowuję się do zawodów. Ten pomysł szybko się ulotnił ze względu na to, że na wszystkich lekcjach byli jego kumple z drużyny. Zerknęłam na salę i pokój wf-istów. Był zamknięty, więc nawet nie miałam szansy się o niego zapytać. Na sali siedzieli przystojniacy z III d. Obściskiwali się z małolatami z gimnazjum. Miałam już wychodzić gdy zauważyłam siedzącego przy ścianie Rafała. Kątem oka dostrzegłam jeszcze młodszą od niego dziewczynę. Przytulali się. Nie mogłam w to uwierzyć. Jeszcze wczoraj mówił, że jestem dla niego wszystkim, a teraz obściskuję się z pierwszą, lepszą laską. Do tego uciekł z lekcji. Bez namysłu wbiegłam na halę. Rozpędziłam się jak torpeda. Mijałam wszystkich z zamkniętymi oczami.  Zatrzymałam się dopiero na przeciwko tych obojga. Nawet mnie nie zauważył. Dopiero gdy chrząknęłam podniósł wzrok.
-Zaraz mu się dostanie- zza pleców słyszałam szemrania i śmiechy. Mieli rację. Mam ochotę tak mu przyłożyć, że wyląduje na oiomie.
-Co ty tu robisz?- spytał zdziwiony.- Nie powinnaś  być już w dom....
-Co ja tu robię?! Co ty tutaj robisz?!- przerwałam mu z impetem.- Nie ma cię na lekcjach, nie odpisujesz na SMS-y ani nie oddzwaniasz! Martwię się! Jeszcze widzę, że tulisz się z jakąś dziewczyną!- wrzeszczałam bez opamiętania.
-Ej to nie tak- próbował się tłumaczyć.
- A jak? Myślałam, że naprawdę mnie kochasz! Bo ja...Nieważne.- uciekłam kryjąc łzy.
Nie biegł za mną, nawet nie krzyknął. Po prostu zabawił się moim kosztem. Zresztą jak wszyscy. Popędziłam do głównego wyjścia. Lało jak z cebra. Szybkim krokiem pobiegłam na przystanek. Miałam jeszcze dziesięć minut do przyjazdu autobusu. Usiadłam na ławce i płakałam. Parę razy jakaś staruszka pytała się czy wszystko w porządku. Oczywiście odpowiadałam twierdząco. Terapię miałam o szesnastej, więc nie opłacało mi się wracać do domu. Próbowałam, zapomnieć o tacie jednak wciąż z tyłu głowy tłoczyła się myśl, że może mieć inną rodzinę.W końcu nadjechał autobus. Skasowałam bilet i dość długo musiałam szukać wolnego miejsca. Było strasznie tłoczno. Ludzie wracali ze szkoły, pracy. Niektórzy nawet z uczelni. Dzieci co chwilę krzyczały, płakały. Nigdy nie chce być matką-pomyślałam. Wysiadłam na ostatnim przystanku. Musiałam przejść jeszcze kawałek aby dotrzeć do miejskiego domu kultury. Wchodząc, czuło się zapach palonej kawy, trochę farby olejnej i ciutkę niekreślonego czegoś. Jakbym była w gabinecie dentystycznym. Przy drzwiach leżała rozkoszna różowa wycieraczka z napisem "WELCOME".  Wyczuliście sarkazm? Spokojnym krokiem udałam się w kierunku recepcji. Pani w podeszłym wieku skierowała mnie do sali nr 15, piętro trzecie. Idąc korytarzem, uważnie przyglądałam się gabinetom. Nr 10 to pokój socjalny, następny po prawej, czyli nr 11 to gabinet spotkań dla grupy AA. Widziałam jeszcze nr. 13, a nr. 12 i 14 gdzieś zagubiły się po drodze. Na samym końcu korytarza widniał dumny napis "Główny Gabinet Spotkań". Do sali nr 15 prowadziły dwudrzwiowe wrota. Lekko zapukałam i nie wahając się weszłam do środka. Parę osób ustawiało krzesła w niewielki okrąg. Terapeuta, całkiem przystojny terapeuta, rozmawiał z jakąś młodą blondynką. Chyba wmawiał jej, że życie zależy tylko od nas, a nie od odgórnie wyznaczonych nam zasad. To jedna z formułek, który każdy z nas, ludzi z depresją, zna na pamięć. Usiadłam w kręgu nie witając się z nikim. Było nas pięcioro plus pieprznięty psychiatra.
- Dobrze, wiec zacznijmy. Najpierw niech każdy z was powie coś o sobie.- westchną terapeuta.
-To może ja.- nieśmiało wystąpił przed szereg-Nazywam się Mateusz. Mam dwadzieścia lat i od roku walczę z depresją.-  mówił łamiącym się głosem.
-Brawo Mateuszu! Wspieramy cię. - powiedział i zaczął klaskać.- Ktoś jeszcze? Śmiało.
-Jestem Nikola. Mam piętnaście lat. Mam białaczkę.- rzekła z dumą.
Nagle wszyscy skierowali wzrok na maleńką, blond dziewczynę. To z nią rozmawiał, ale niby dlaczego ona tu jest. Przecież to spotkanie dla ludzi z depresją.
-Świetnie Nikolu. Dziękujemy za przybycie.- nagle jakby się rozpromienił.- Nikola jest tu z nami aby uświadomić wam, że życie nie musi być w cale takie okropne. No i powiedzmy szczerze, że niektórzy mają gorzej od was.
Dziewczynka opowiadała jeszcze trochę jak radzi sobie z chorobą. Kto lub co jej w tym pomaga, gdy nagle otworzyły się drzwi. Do sali weszła niska, chudziutka brunetka. Miałam wrażenie, że skądś ją kojarzę. Szepnęła coś tylko pod nosem, dostawiła krzesło i usiadła. Nie przedstawiała się tak jak większość. Z pewnością nie była tu po raz pierwszy. Po paru ćwiczeniach integracyjnych usiedliśmy znowu na swoich miejsca. Terapeuta oznajmił, żeby każdy z nas wymyślił sobie pseudonim. Najlepiej na następne zajęcia, które odbędą się za tydzień. Nie miałam pojęcia jak mam siebie nazwać. To była najgłupsza praca domowa w moim życiu. Pan oznajmił jeszcze, że najlepiej było by, gdyby to przezwisko nadali nam nasi bliscy. Teraz to nic nie da się zrobić. Wychodziłam już z sali, gdy nagle ktoś złapał mnie za ramie. Odwróciłam się i ujrzałam ową brunetkę. Chciała ze mną porozmawiać. Mówiła coś o Rafale, ale nie chciałam jej słuchać. Nie chciałam o nim rozmawiać. Przeprosiłam więc i udałam się do wyjścia. Sekretarka flirtowała z kimś przez telefon. W sali na parterze dzieci miały zajęcia z baletu, a na ścianach w holu wisiały zdjęcia miejscowego fotografa. Wychodząc pożegnałam jeszcze różową wycieraczkę. Na zewnątrz nadal padało.
Znalezione obrazy dla zapytania dziewczyna w deszczuMogłam pojechać miejskim, ale wolałam się przejść i posłuchać muzyki. Włączyłam ulubiony utwór i zaczęłam tańczyć. Ludzie dziwnie na mnie spoglądali. Przystanęłam na placu. Podniosłam głowę, zamknęłam oczy i kręcąc się w kółko, nuciłam słowa piosenki.
-Because I’m happy mmmmmm...Because I’m happy.
Kontrast treści utworu do mojego życia był potwornie ogromny, ale nie przejmowałam się tym. Właśnie wtedy za cel postawiłam sobie wyjście z depresji i zaczęcie nowego życia w nowym miejscu. Nowa ja. To brzmiało niewiarygodnie, ale jednak. Tak będzie! Bez matki, bez Rafała, bez problemów. Deszcz oblewał moje ciało. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że jest mokry. Nigdy nie zważałam na takie szczegóły. Byłam doskonałą córką w doskonałym małżeństwie. Aż do teraz. Mój entuzjazm zniknął w jednej sekundzie. Nagle poczułam jak dławię się powietrzem. Upadłam. Czułam tylko lekkie mrowienie w karku.
Koniec rozdziału III










poniedziałek, 2 listopada 2015

Porzucona

Leżałam na ziemi myśląc, czy uderzyłam w słup, czy może w bardzo umięśnionego mężczyznę. Otworzyłam oczy i niestety nie ujrzałam przystojnego chłopaka, ale sprzedawcę hot-dogów, w którego budkę uderzyłam. Zamyśliłam się aż tak, że nie widziałam do kąt idę. Pan w średnim wieku pomógł mi wstać. Miał taką śmieszną, kozią bródkę. Otrzepując się z pyłu spostrzegłam Rafała siedzącego przy fontannie. Przyszedł wcześniej i oczywiście wystrzelił się jak stróż na Boże Ciało. Mogłam się tego spodziewać. Podeszłam do niego i spojrzałam mu w oczy. To było raczej wymowne spojrzenie.
-Przecież nie ubrałem się w garnitur.- powiedział
I ten jego lekko drwiący uśmiech.
-Dobrze, że przynajmniej nie wziąłeś kwiatów- odparłam robiąc tą samą minę.
Wtedy zza pleców wyjął małego, różowego, tulipana.
-A jednak masz- uśmiechnęłam się- Pamiętałeś, że lubię tulipany.
- Jak mógłbym zapomnieć- śmieje się- To co idziemy?
- To idziemy.
Każda dziewczyna chciałaby, żeby taki chłopak zaprosił ją na randkę ale nie ja. Rafał jest przystojnym, wysokim siedemnastolatkiem. Znamy się od przedszkola. Wie o mnie wszystko, czasem wydaję mi się, że więcej ode mnie. Ma spokojne usposobienie chociaż czasem udaję mu się mnie zaskoczyć. Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi. Widocznie on tak nie uważa. Dziwnie razem wyglądaliśmy. On taki wyperfumowany , pachnący, nienagannie wyglądający. Ja wypłosz z poplamioną bluzą i nieuczesanymi włosami. Ciekawe czy jest zawiedziony moim wyglądem.
-Jesteś rozczarowany tym jak wyglądam- spytałam nie myśląc co robię. Przecież miałam tego nie mówić. Zawsze coś palnę.
-Bardzo ładnie wyglądasz nawet w poplamionej, męskiej bluzie- wahał się
Zapomniałam dodać, że to bluza mojego taty. Ahh, ojciec.  Tylko to mi po nim zostanie, no i jego perfumy. Uwielbiam zapach męskich perfum. Wtedy przypomniałam sobie o czym tak naprawdę chciałam z nim porozmawiać.
-Moi rodzice się rozwodzą- szepnęłam i czekałam jak na ścięcie. Nie wiadomo dlaczego.
-To dlatego chciałaś się spotkać- zrozumiał- Przykro mi.
Widać było, że radość powoli ucieka z jego twarzy. Zatrzymaliśmy się na środku deptaka. Spojrzał na mnie z widocznym  współczuciem. W mgnieniu oka przytulił mnie do siebie, a ja wtuliłam się w niego i natychmiast napełniłam nozdrza jego zapachem. Czułam się bezpiecznie. Tak bezpiecznie, że przez głowę przeleciała mi myśl, że może bycie z nim to nie taki głupi pomysł. Stanęliśmy na przeciwko siebie. Tym razem trochę z boku. W końcu tu chodzą ludzie. Widziałam w jego oczach jak wyobraża sobie nasz pocałunek. Niestety musiał mu wystarczyć jedynie buziak w policzek. Spacerowaliśmy jeszcze trochę. Później zabrał mnie na lody. Ja wzięłam miętowe z kawałkami czekolady, a on cytrynowe. Śmialiśmy się i gadaliśmy o głupotach. Przez chwilę zapomniałam jak mi trudno.
* * * * *
Wracałam do domu. Sama. Musiałam sobie to wszystko przemyśleć. Rafał nie był zadowolony, a wręcz rozczarowany. Nie wiem, czy chce z nim być czy nie. To skomplikowane. Teraz muszę skupić się nad tym by nie zwariować. Jutro po szkole mam spotkanie w grupie terapeutycznej. Zazwyczaj byłam sama z terapeutą, a teraz będzie sporo ludzi. Boję się. Gdy wróciłam było po dwudziestej. Matka siedziała w salonie z nową prenumeratą jej ulubionego tygodnika. Przez ramię widziałam szczupłe, wysokie blondynki, prezentujące nową kolekcję letnią. Szybko prześlizgnęłam się na schody i pobiegłam na górę. Schody były przy samym wejściu, więc nie miałam problemu, że może mnie zauważyć choć i tak najczęściej miała mnie i moje uczucia głęboko. Wchodząc do pokoju zauważyłam, że coś się zmieniło. Na środku stały kartony, a ze ścian zniknęły wszystkie obrazki i plakaty. Co tu się dzieje do cholery?
-Mamo!! Co to ma znaczyć?!- byłam wściekła i zdezorientowana. Przecież raczej nie zamierzała mnie wyrzucić? Chociaż nie zdziwiłabym się, gdyby miała mnie dość.
-Właśnie Ela, zapomniałam ci powiedzieć, że za tydzień we wtorek wyprowadzasz się do ojca na wieś.- nie była smutna, zawiedziona, czy pal licho wie co jeszcze.- Lepiej będzie jeżeli zaczniesz się pakować. Trzeba jeszcze rozkręcić meble.
Złość narastała we mnie coraz bardziej. Wyobrażałam sobie jak robię się czerwona, a para leci mi z uszu. 
-Licz do dziesięciu, licz do dziecięciu. Licz do dziesięciu!- nie mogę, ahh.-Co ty sobie wyobrażasz?!! Co?!!- wrzeszczałam, zbiegając po schodach.-Najpierw łaskawie mi mówisz, ze się rozwodzisz z tatą i dopiero teraz przypominasz sobie o mnie?!! Do jasnej cholery! Nie mogłaś mi przynajmniej powiedzieć wcześniej. Hm?- łzy cieknął mi po twarzy strugami.
-Jak ty się wyrażasz do matki? To ja cię wychowałam, a nie on! Rozumiesz. Powinnaś mieć do mnie przynajmniej trochę szacunku. Ojca nigdy przy nas nie ma. Ciągle chodzi do tego burdelu za rogiem! Ty go zawsze bronisz!-widziałam jaka była wściekła, ale ulżyło jej gdy mi to wszystko wyznała.
-Prze...przepra...-spazm wściekłości i żalu dostatecznie ścisną mi gardło.- Ale dlaczego chcesz mnie oddać, porzucić bez słowa? Dlaczego?-stałam przed nią, błagając o wyjaśnienie, którego nie otrzymałam. 
Zrezygnowana udałam się znów do mojej króliczej nory. Wyobrażałam sobie mieszkanie z tatą. Może zamknął mnie pod schodami, jak w Harrym Potterze. Zamknął? Bezpodstawnie użyłam liczby  mnogiej. Chyba...Nie wiedziałam czy ma kochankę, a może nawet dzieci. Przecież nic mi nie mówią. Spojrzałam na pudła, a potem na miliard rzeczy w moim pokoju. Sięgnęłam po telefon i słuchawki. Włączyłam muzykę na ful, wsłuchując się w słowa piosenki. Na początku zajrzałam do szafy. Nie było tam z byt dużo ubrań. Same najpotrzebniejsze rzeczy. Na samym początku wybrałam strój na jutro. Następnie większość ubrań spakowałam do jednego, średniego pudła.
Spojrzałam na pułki z płytami. Miałam ich strasznie dużo Chyba z pięćdziesiąt. Niektóre były jeszcze z mojego dzieciństwa. Dobranocki, bajki i piosenki dla dzieci. Wszystkie pokryte były kurzem. Partiami zaczęłam je zdejmować z pułki. Zostawiłam tylko jedną, jedyną. Moją ulubioną. Twa pełne pudła przysunęłam do ściany. Zabrałam się za książki. Wiekowość to podręczniki ze szkoły. Może poza dwiema przodówkami. Układając je w kartonie przypomniałam sobie, że nie odrobiłam jeszcze lekcji. Zresztą i tak nie długo się wyprowadzam, więc co mi po tym. Lekko zmęczona i sfrustrowana postanowiłam, że resztę zrobię później. Udałam się do łazienki i weszłam pod prysznic. Gorąca woda obmywała moje ciało, a ja stałam i płakałam. Nikt mnie nie słyszał, nie żałował. To było moje jedyne prywatne miejsce. Spojrzałam na nogi i doszłam do wniosku, że nie chce mi się ich golić. I tak nikt nie zwraca na mnie uwagi. Oprócz Rafała, ale mu nie będzie to przeszkadzać. Przypomniałam sobie jeszcze o tym co mówiła matka. O domku na wsi. Tata zawsze wracał do domu na noc, ale dzisiaj było inaczej. Pewnie przygotowuje dom dla nas lub spędza beztroski czas ze swoją nową rodziną.
* * * * *
Gdy leżałam w norce zrobionej z kołdry, dostałam  wiadomość. Recz jasna od Rafała: ''Jak się czujesz? Wszystko w porządku?''. Szybko odpisałam: '' Zawsze mogło być lepiej :) ''. Po dziesięciu minutach dostałam kolejną wiadomość: '' Długo myślałem nad naszą relacją. Nie chciałbym abyśmy byli tylko przyjaciółmi. Mam nadzieję, że nie jesteś zła. To dla mnie bardzo ważne. Przepraszam, że mówię ci to w taki sposób ale nie umiałem tego zrobić na żywo. '' Nie byłam zaskoczona. W końcu byliśmy na randce. Jeżeli można to nazwać randką. Nie byłam też pewna co mam napisać. Po woli brakowało mi tlenu chociaż nie chciałam wychodzić na powierzchnię. Napisałam: '' Nie wiem co mam ci powiedzieć lub co chcesz usłyszeć. Pogadamy jutro w szkole''. Zdawałam sobie sprawę, że ta odpowiedź go nie satysfakcjonuje lecz musiało mu to na razie wystarczyć. Pewnie wyobrażał sobie wiadomość typu: Ja też cię kocham. Zawsze marzyłam o związku z tobą. Żenujące. W końcu wynurzyłam się z pod kołdry. Nie mogłam tam oddychać, a nie chciałam się udusić. Teraz nie miałam ochoty na samobójstwo. Rozmyślałam jeszcze trochę, o tym co mu powiem i czy przystanę na jego propozycję. Potem zasnęłam.
Koniec rozdziału II







sobota, 31 października 2015

Gówno Prawda



Lekki zapach kwaśnego octu i starego strychu. Otworzyłam oczy i podniosłam książkę z głowy. Wypuściłam ten wspaniały zapach z płuc. Zawsze kochałam wąchać książki, choć nigdy nie przepadałam za ich czytaniem. Dziwne… Dziwne, że wącham i dziwne, że w ogóle czytam. Ostatnio wszystko jest dziwne. To, że w jednej sekundzie straciłam przyjaciół, dostałam depresji i próbowałam się zabić. To do mnie nie pasuje. To nie jestem ja. Ciężko oddycham, odkładając książkę. Siadam na łóżku, spuszczam stopy na panele. Zimna podłoga daje osobie znać. Uwielbiam chodzić na boso. Szczególnie po trawie.
-Wiesz co? Dzisiaj jeszcze nie płakałam. To dobrze prawda?- mówię
-Chodź ciągle myślę o tym co źle zrobiłam i dlaczego mi się nie udało. Oglądałam wczoraj film z rodzicami. Pewna dziewczyna podcięła sobie żyły. Wtedy pomyślałam, że też tak chce. Tak naprawdę nie chce umierać, życie jest piękne. To był jeden moment, jedna chwila. Najlepsze jest to, że chce wszystkim pomagać a nie umiem pomóc sobie.- płacze.
Pierwszy raz dzisiaj płaczę. Jestem w szoku, chyba muszę się pochwalić psychiatrze. Spojrzałam na zegarek. Już po czternastej. Czas wziąć antydepresanty. A pro po mojej depresji, wiedzą o tym tylko moi rodzice, pani psycholog i ewentualnie wychowawczyni, więc ciii nikomu nie mówcie. W liceum próbuje zachowywać się normalne. W domu jest gorzej. Pewnie dlatego, że cały czas jestem sama. Rodziców całymi dniami nie ma, moje rodzeństwo się wyprowadziło. Nawet nie mam do kogo gęby otworzyć. Chociaż nie, mam! Do siebie. To jest jeszcze bardziej dołujące. Wstaję i kieruję się w stronę małej białej komody. Zwykła z IKEI. Normalka. Na niej leżą płyty Mozarta, Michaela Jacksona i Grechuty. Parę gazet i kobiecych magazynów. Obok nich jakiś zeschnięty lakier do paznokci. Oczywiście czarny. Lubię ten kolor. Gówno prawda. Najbardziej lubię miętowy ale się do tego nie przyznaję. No i oczywiście w kącie stoi flakon z perfumami. Zapach lawendy. To najwyraźniej b y ł zapach lawendy. Otwieram szufladę i wyciągam z pod ubrań szkatułkę. W środku opakowanie po pigułkach i instrukcja od lekarza, gdybym czegoś zapomniała. Zamykam szufladę i połykam tabletkę. Pieprzony gorzki smak. Biegnę do łazienki i szybko popijam wodą z kranu. Nagle coś dzwoni. Chyba to mój telefon. Schodzę na dół. Odbieram.
-Heeeeej Elka- słyszę wyraźnie szczęśliwy głos Rafała.
-Cześć- szczerze nie chce z nim gadać ale tylko on się mną interesuje.
-Wiesz dziś jest impreza u Weroniki. Wpadniesz?- pyta z nutką nadziei w głosie-Pomyślałem, że może poszłabyś ze mną.
-Przepraszam nie mam ochoty. Do jutra. Pa- odkładam słuchawkę mając gdzieś, że właśnie coś mówi.
Tu nie chodzi o niego. Jest naprawdę miłym gościem, ale tu chodzi o mnie i…..i o Weronikę. Suka zostawiła mnie bez słowa, wyjechała, a teraz robi imprezę powitalną. Rzygać mi się chce. Schodzę na dół. W pół kroku słyszę.
-Już jestem! Córcia, już jestem!
-Idę mamo-mówię smętnie.
Niby z jednej strony cieszę się, że przyjechała. Nie będzie aż tak cicho, ale z drugiej.. no nie wiem. Pewnie znowu cały czas będzie pracować. Chciałabym, żeby jak kiedyś upiekła  ciasto drożdżowe i zrobiła mi kakao. Przytuliła, pocałowała w policzek i spytała jak miną dzień. Wzdycham.
-Odgrzeje ci pierogi. Ruskie, twoje ulubione prawda? Właśnie-nawet nie dała mi odpowiedzieć- Siadaj, zjem dzisiaj z tobą.
Nie protestowałam. Po prostu siadłam, żeby mieć święty spokój.
 -Muszę ci coś powiedzieć. To dosyć ważne.-to chyba nie było nic ważnego -Rozwodzimy się z ojcem.- czyżby lekko się uśmiechnęła?
W tej chwili wyplułam pieroga, którego miałam w buzi. Wstałam od stołu i bez słowa wyszłam z domu.
-Przecież nic się nie stało! Powinnaś to zrozumieć, jesteś już dostatecznie duża! -usłyszałam tylko krzyki matki ciągnące się za mną.
-Przecież nic się nie stało! Jasne, że się nic nie stało!- znowu mówiłam do siebie przedrzeźniając matkę.
Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Rafała. Może to nie był najlepszy pomysł ale jedyny, który miałam. O dziwo odebrał.
-Kto mówi?- zgrywał się, przecież wiedział, że to ja.
-Tu Elka. Serdecznie cię przepraszam za to co zrobiłam dziś po południu. To było naprawdę chamskie ale teraz strasznie cię potrzebuję. Przyjedziesz?- tak bardzo miałam nadzieję, że się zgodzi.
-Jeżeli umówisz się ze mną to przyjadę-chyba wiedział, że powiem 'tak'
-Dobra niech będzie. To spotkajmy się w parku o 16:00.-odparłam.
-Świetnie będę czekał przy fontannie.- był wyraźnie ucieszony.
Może coś do mnie czuje, ale w tej sytuacji nie miałam ochoty na romanse. Zgodziłam się, bo potrzebowałam z kimś pogadać. On jest jedyną godną zaufania osobą. Miałam jeszcze trochę czasu choć nie zamierzałam wrócić do domu. Postanowiłam, że po szlajam się po mieście. Była sobota 17 maja, ciepłe po południe. Miałam na sobie szare krótkie spodnie i bluzę z kapturem zakładaną przez głowę. Włosy upięte w kok, bez makijażu i w do datku byłam nie wyspana. Wyglądałam pewnie jak zombi. Na nogach miałam białe trampki. Jednak z chęcią poszłabym na boso. Nie wzięłam słuchawek. Szkoda, a miałam taką ochotę na smętną muzykę. Z braku zajęcia przypatrywałam się ludziom, widokom, które mijałam. Mieszkałam na maleńkim osiedlu w Łodzi. Wszystko  miałam pod ręką choć nie było to centrum miasta. Park był blisko, kino za rogiem i mała kawiarnia nieopodal. Trochę dalej lecz jednak bez zbędnego wysiłku mogłam się dostać do galerii handlowej.
Szłam chodnikiem, raz ulicą. O dziwo nie jeździ tu dużo samochodów. Byle by tylko Rafał nie ubrał się w garniak- pomyślałam ‘’Tylko pamiętaj, ubierz się normalnie :) ‘’- napisałam na szybko smsa. ‘’Jasne, przecież to tylko zwykłe spotkanie ;) ‘’- otrzymałam po chwili odpowiedź. Zbliżałam się do bram parku i widząc sprzedawcę różowych baloników mimowolnie się uśmiechnęłam. Czyżby to tylko dom działał na mnie depresyjnie. Z przemyśleń wyrwało mnie silne uderzenie. Ałła. To bolało.

Koniec rozdziału I