Stojąc przed szkołą dało się słyszeć pokrzykiwania i rozmowy uczniów. Siedziałam na ławce przed głównym wejściem i wnikliwie patrzyłam na przechodzące osoby. Szczególną uwagę zwracałam na ich buty. Uważałam, że po oczach, to drugie zwierciadło człowieka. Mówi o jego stylu i dbałości o wygląd. Choć ja sama nie przywiązywałam do tego wagi, to zależało mi na tym, aby inni zwracali na to uwagę. Lekcję miały zacząć się punktualnie o ósmej. Byłam pół godziny wcześniej, ponieważ Rafał chciał się spotkać. Wczorajszej nocy długo myślałam co mu powiem. Z jednej strony tak, aby go nie urazić, a z drugiej czy powiedzieć mu o tym czy się wyprowadzam. Spoglądałam właśnie na moje zniszczone trampki, gdy nagle usłyszałam znajomy głos.
W duchu ryczałam ze śmiechu ale z trudem zachowałam powagę.
-Hmm?! Idziemy, idziemy. - zgodnie odpowiedziały bliźniaczki. Iza oraz Natalia. Dwie popychadła Wiktorii. Nie chce ich obrażać. W sumie też kiedyś taka byłam. Wszystko się zmieniło. Teraz to już nie ważne. Nie zwracając uwagi na królową różu, włożyłam słuchawki i włączyłam audiobooka. Przesłuchałam pół rozdziału, gdy zadzwonił dzwonek. Rafała nigdzie nie było. On przecież nigdy się nie spóźnia, a obietnica to dla niego rzecz święta. Może jest chory? Martwię się, w końcu jesteśmy przyjaciółmi. Chyba...
* * * * *
W klasie zawsze był zgiełk. Każdy miał swoje określone miejsce i siedział tam ze swoją paczką. Sam koniec klasy to brama do piekieł. Zazwyczaj przesiadywali tam heavymetalowcy. Zaraz za nimi grupka emo. Ciągle gadali o piercingu i nowo zakupionych żyletkach. W połowie sali usadowili się skejterzy. Dumnie prezentowali swoje deski. Próbowali poderwać na to dziewczyny, ale nie zbyt im to wychodziło. W trzecich i drugich ławkach siedzieli tacy jak ja. Przeciętni nie wychylający się uczniowie. Z chęcią wolałabym siedzieć przy oknie, ale to był teren dla wybranych. Sami snobi, koszykarze i ich dziewczyny. Ogólnie cała burżuazja szkoły. Nic ciekawego. Usiadłam w ławce i rozpakowałam książki do polskiego.
-Dziś pomówimy o twórczości Czesława Miłosza.- nauczycielka nie mogła ukryć ekscytacji-Wiktoria przygotowała na dzisiaj prezentacje- odparła z dumą.-Cieszę się, że przynajmniej jedna osoba w klasie chce mieć dobre oceny.
Wiktoria wstała i z podniesiony czołem kierowała się do biurka nauczycielki. Swoją pracę prezentowała całą godzinę, więc na szybko zrobiłam odpowiednie notatki i wyjęłam książkę z plecaka. "Alergia na kurz". Wbrew pozorom nie była to książka dla alergologów, lecz romans. Wątki miłosne przeplatały się z akcją fantasy. Lubiłam ją czytać. Przede wszystkim dlatego, że ładnie pachniała. Po skończonych lekcjach udałam się na sale gimnastyczną. Miałam nadzieję, że spotkam tam Rafała i w końcu porozmawiamy. Klasowe ciacho trenuję koszykówkę, dlatego pomyślałam, że może jest na całodziennym treningu i przygotowuję się do zawodów. Ten pomysł szybko się ulotnił ze względu na to, że na wszystkich lekcjach byli jego kumple z drużyny. Zerknęłam na salę i pokój wf-istów. Był zamknięty, więc nawet nie miałam szansy się o niego zapytać. Na sali siedzieli przystojniacy z III d. Obściskiwali się z małolatami z gimnazjum. Miałam już wychodzić gdy zauważyłam siedzącego przy ścianie Rafała. Kątem oka dostrzegłam jeszcze młodszą od niego dziewczynę. Przytulali się. Nie mogłam w to uwierzyć. Jeszcze wczoraj mówił, że jestem dla niego wszystkim, a teraz obściskuję się z pierwszą, lepszą laską. Do tego uciekł z lekcji. Bez namysłu wbiegłam na halę. Rozpędziłam się jak torpeda. Mijałam wszystkich z zamkniętymi oczami. Zatrzymałam się dopiero na przeciwko tych obojga. Nawet mnie nie zauważył. Dopiero gdy chrząknęłam podniósł wzrok.
-Zaraz mu się dostanie- zza pleców słyszałam szemrania i śmiechy. Mieli rację. Mam ochotę tak mu przyłożyć, że wyląduje na oiomie.
-Co ty tu robisz?- spytał zdziwiony.- Nie powinnaś być już w dom....
-Co ja tu robię?! Co ty tutaj robisz?!- przerwałam mu z impetem.- Nie ma cię na lekcjach, nie odpisujesz na SMS-y ani nie oddzwaniasz! Martwię się! Jeszcze widzę, że tulisz się z jakąś dziewczyną!- wrzeszczałam bez opamiętania.
-Ej to nie tak- próbował się tłumaczyć.
- A jak? Myślałam, że naprawdę mnie kochasz! Bo ja...Nieważne.- uciekłam kryjąc łzy.
Nie biegł za mną, nawet nie krzyknął. Po prostu zabawił się moim kosztem. Zresztą jak wszyscy. Popędziłam do głównego wyjścia. Lało jak z cebra. Szybkim krokiem pobiegłam na przystanek. Miałam jeszcze dziesięć minut do przyjazdu autobusu. Usiadłam na ławce i płakałam. Parę razy jakaś staruszka pytała się czy wszystko w porządku. Oczywiście odpowiadałam twierdząco. Terapię miałam o szesnastej, więc nie opłacało mi się wracać do domu. Próbowałam, zapomnieć o tacie jednak wciąż z tyłu głowy tłoczyła się myśl, że może mieć inną rodzinę.W końcu nadjechał autobus. Skasowałam bilet i dość długo musiałam szukać wolnego miejsca. Było strasznie tłoczno. Ludzie wracali ze szkoły, pracy. Niektórzy nawet z uczelni. Dzieci co chwilę krzyczały, płakały. Nigdy nie chce być matką-pomyślałam. Wysiadłam na ostatnim przystanku. Musiałam przejść jeszcze kawałek aby dotrzeć do miejskiego domu kultury. Wchodząc, czuło się zapach palonej kawy, trochę farby olejnej i ciutkę niekreślonego czegoś. Jakbym była w gabinecie dentystycznym. Przy drzwiach leżała rozkoszna różowa wycieraczka z napisem "WELCOME". Wyczuliście sarkazm? Spokojnym krokiem udałam się w kierunku recepcji. Pani w podeszłym wieku skierowała mnie do sali nr 15, piętro trzecie. Idąc korytarzem, uważnie przyglądałam się gabinetom. Nr 10 to pokój socjalny, następny po prawej, czyli nr 11 to gabinet spotkań dla grupy AA. Widziałam jeszcze nr. 13, a nr. 12 i 14 gdzieś zagubiły się po drodze. Na samym końcu korytarza widniał dumny napis "Główny Gabinet Spotkań". Do sali nr 15 prowadziły dwudrzwiowe wrota. Lekko zapukałam i nie wahając się weszłam do środka. Parę osób ustawiało krzesła w niewielki okrąg. Terapeuta, całkiem przystojny terapeuta, rozmawiał z jakąś młodą blondynką. Chyba wmawiał jej, że życie zależy tylko od nas, a nie od odgórnie wyznaczonych nam zasad. To jedna z formułek, który każdy z nas, ludzi z depresją, zna na pamięć. Usiadłam w kręgu nie witając się z nikim. Było nas pięcioro plus pieprznięty psychiatra.
- Dobrze, wiec zacznijmy. Najpierw niech każdy z was powie coś o sobie.- westchną terapeuta.
-To może ja.- nieśmiało wystąpił przed szereg-Nazywam się Mateusz. Mam dwadzieścia lat i od roku walczę z depresją.- mówił łamiącym się głosem.
-Brawo Mateuszu! Wspieramy cię. - powiedział i zaczął klaskać.- Ktoś jeszcze? Śmiało.
-Jestem Nikola. Mam piętnaście lat. Mam białaczkę.- rzekła z dumą.
Nagle wszyscy skierowali wzrok na maleńką, blond dziewczynę. To z nią rozmawiał, ale niby dlaczego ona tu jest. Przecież to spotkanie dla ludzi z depresją.
-Świetnie Nikolu. Dziękujemy za przybycie.- nagle jakby się rozpromienił.- Nikola jest tu z nami aby uświadomić wam, że życie nie musi być w cale takie okropne. No i powiedzmy szczerze, że niektórzy mają gorzej od was.
Dziewczynka opowiadała jeszcze trochę jak radzi sobie z chorobą. Kto lub co jej w tym pomaga, gdy nagle otworzyły się drzwi. Do sali weszła niska, chudziutka brunetka. Miałam wrażenie, że skądś ją kojarzę. Szepnęła coś tylko pod nosem, dostawiła krzesło i usiadła. Nie przedstawiała się tak jak większość. Z pewnością nie była tu po raz pierwszy. Po paru ćwiczeniach integracyjnych usiedliśmy znowu na swoich miejsca. Terapeuta oznajmił, żeby każdy z nas wymyślił sobie pseudonim. Najlepiej na następne zajęcia, które odbędą się za tydzień. Nie miałam pojęcia jak mam siebie nazwać. To była najgłupsza praca domowa w moim życiu. Pan oznajmił jeszcze, że najlepiej było by, gdyby to przezwisko nadali nam nasi bliscy. Teraz to nic nie da się zrobić. Wychodziłam już z sali, gdy nagle ktoś złapał mnie za ramie. Odwróciłam się i ujrzałam ową brunetkę. Chciała ze mną porozmawiać. Mówiła coś o Rafale, ale nie chciałam jej słuchać. Nie chciałam o nim rozmawiać. Przeprosiłam więc i udałam się do wyjścia. Sekretarka flirtowała z kimś przez telefon. W sali na parterze dzieci miały zajęcia z baletu, a na ścianach w holu wisiały zdjęcia miejscowego fotografa. Wychodząc pożegnałam jeszcze różową wycieraczkę. Na zewnątrz nadal padało.
Mogłam pojechać miejskim, ale wolałam się przejść i posłuchać muzyki. Włączyłam ulubiony utwór i zaczęłam tańczyć. Ludzie dziwnie na mnie spoglądali. Przystanęłam na placu. Podniosłam głowę, zamknęłam oczy i kręcąc się w kółko, nuciłam słowa piosenki.
-Because I’m happy mmmmmm...Because I’m happy.
Kontrast treści utworu do mojego życia był potwornie ogromny, ale nie przejmowałam się tym. Właśnie wtedy za cel postawiłam sobie wyjście z depresji i zaczęcie nowego życia w nowym miejscu. Nowa ja. To brzmiało niewiarygodnie, ale jednak. Tak będzie! Bez matki, bez Rafała, bez problemów. Deszcz oblewał moje ciało. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że jest mokry. Nigdy nie zważałam na takie szczegóły. Byłam doskonałą córką w doskonałym małżeństwie. Aż do teraz. Mój entuzjazm zniknął w jednej sekundzie. Nagle poczułam jak dławię się powietrzem. Upadłam. Czułam tylko lekkie mrowienie w karku.
-Dziś pomówimy o twórczości Czesława Miłosza.- nauczycielka nie mogła ukryć ekscytacji-Wiktoria przygotowała na dzisiaj prezentacje- odparła z dumą.-Cieszę się, że przynajmniej jedna osoba w klasie chce mieć dobre oceny.
Wiktoria wstała i z podniesiony czołem kierowała się do biurka nauczycielki. Swoją pracę prezentowała całą godzinę, więc na szybko zrobiłam odpowiednie notatki i wyjęłam książkę z plecaka. "Alergia na kurz". Wbrew pozorom nie była to książka dla alergologów, lecz romans. Wątki miłosne przeplatały się z akcją fantasy. Lubiłam ją czytać. Przede wszystkim dlatego, że ładnie pachniała. Po skończonych lekcjach udałam się na sale gimnastyczną. Miałam nadzieję, że spotkam tam Rafała i w końcu porozmawiamy. Klasowe ciacho trenuję koszykówkę, dlatego pomyślałam, że może jest na całodziennym treningu i przygotowuję się do zawodów. Ten pomysł szybko się ulotnił ze względu na to, że na wszystkich lekcjach byli jego kumple z drużyny. Zerknęłam na salę i pokój wf-istów. Był zamknięty, więc nawet nie miałam szansy się o niego zapytać. Na sali siedzieli przystojniacy z III d. Obściskiwali się z małolatami z gimnazjum. Miałam już wychodzić gdy zauważyłam siedzącego przy ścianie Rafała. Kątem oka dostrzegłam jeszcze młodszą od niego dziewczynę. Przytulali się. Nie mogłam w to uwierzyć. Jeszcze wczoraj mówił, że jestem dla niego wszystkim, a teraz obściskuję się z pierwszą, lepszą laską. Do tego uciekł z lekcji. Bez namysłu wbiegłam na halę. Rozpędziłam się jak torpeda. Mijałam wszystkich z zamkniętymi oczami. Zatrzymałam się dopiero na przeciwko tych obojga. Nawet mnie nie zauważył. Dopiero gdy chrząknęłam podniósł wzrok.
-Zaraz mu się dostanie- zza pleców słyszałam szemrania i śmiechy. Mieli rację. Mam ochotę tak mu przyłożyć, że wyląduje na oiomie.
-Co ty tu robisz?- spytał zdziwiony.- Nie powinnaś być już w dom....
-Co ja tu robię?! Co ty tutaj robisz?!- przerwałam mu z impetem.- Nie ma cię na lekcjach, nie odpisujesz na SMS-y ani nie oddzwaniasz! Martwię się! Jeszcze widzę, że tulisz się z jakąś dziewczyną!- wrzeszczałam bez opamiętania.
-Ej to nie tak- próbował się tłumaczyć.
- A jak? Myślałam, że naprawdę mnie kochasz! Bo ja...Nieważne.- uciekłam kryjąc łzy.
Nie biegł za mną, nawet nie krzyknął. Po prostu zabawił się moim kosztem. Zresztą jak wszyscy. Popędziłam do głównego wyjścia. Lało jak z cebra. Szybkim krokiem pobiegłam na przystanek. Miałam jeszcze dziesięć minut do przyjazdu autobusu. Usiadłam na ławce i płakałam. Parę razy jakaś staruszka pytała się czy wszystko w porządku. Oczywiście odpowiadałam twierdząco. Terapię miałam o szesnastej, więc nie opłacało mi się wracać do domu. Próbowałam, zapomnieć o tacie jednak wciąż z tyłu głowy tłoczyła się myśl, że może mieć inną rodzinę.W końcu nadjechał autobus. Skasowałam bilet i dość długo musiałam szukać wolnego miejsca. Było strasznie tłoczno. Ludzie wracali ze szkoły, pracy. Niektórzy nawet z uczelni. Dzieci co chwilę krzyczały, płakały. Nigdy nie chce być matką-pomyślałam. Wysiadłam na ostatnim przystanku. Musiałam przejść jeszcze kawałek aby dotrzeć do miejskiego domu kultury. Wchodząc, czuło się zapach palonej kawy, trochę farby olejnej i ciutkę niekreślonego czegoś. Jakbym była w gabinecie dentystycznym. Przy drzwiach leżała rozkoszna różowa wycieraczka z napisem "WELCOME". Wyczuliście sarkazm? Spokojnym krokiem udałam się w kierunku recepcji. Pani w podeszłym wieku skierowała mnie do sali nr 15, piętro trzecie. Idąc korytarzem, uważnie przyglądałam się gabinetom. Nr 10 to pokój socjalny, następny po prawej, czyli nr 11 to gabinet spotkań dla grupy AA. Widziałam jeszcze nr. 13, a nr. 12 i 14 gdzieś zagubiły się po drodze. Na samym końcu korytarza widniał dumny napis "Główny Gabinet Spotkań". Do sali nr 15 prowadziły dwudrzwiowe wrota. Lekko zapukałam i nie wahając się weszłam do środka. Parę osób ustawiało krzesła w niewielki okrąg. Terapeuta, całkiem przystojny terapeuta, rozmawiał z jakąś młodą blondynką. Chyba wmawiał jej, że życie zależy tylko od nas, a nie od odgórnie wyznaczonych nam zasad. To jedna z formułek, który każdy z nas, ludzi z depresją, zna na pamięć. Usiadłam w kręgu nie witając się z nikim. Było nas pięcioro plus pieprznięty psychiatra.
- Dobrze, wiec zacznijmy. Najpierw niech każdy z was powie coś o sobie.- westchną terapeuta.
-To może ja.- nieśmiało wystąpił przed szereg-Nazywam się Mateusz. Mam dwadzieścia lat i od roku walczę z depresją.- mówił łamiącym się głosem.
-Brawo Mateuszu! Wspieramy cię. - powiedział i zaczął klaskać.- Ktoś jeszcze? Śmiało.
-Jestem Nikola. Mam piętnaście lat. Mam białaczkę.- rzekła z dumą.
Nagle wszyscy skierowali wzrok na maleńką, blond dziewczynę. To z nią rozmawiał, ale niby dlaczego ona tu jest. Przecież to spotkanie dla ludzi z depresją.
-Świetnie Nikolu. Dziękujemy za przybycie.- nagle jakby się rozpromienił.- Nikola jest tu z nami aby uświadomić wam, że życie nie musi być w cale takie okropne. No i powiedzmy szczerze, że niektórzy mają gorzej od was.
Dziewczynka opowiadała jeszcze trochę jak radzi sobie z chorobą. Kto lub co jej w tym pomaga, gdy nagle otworzyły się drzwi. Do sali weszła niska, chudziutka brunetka. Miałam wrażenie, że skądś ją kojarzę. Szepnęła coś tylko pod nosem, dostawiła krzesło i usiadła. Nie przedstawiała się tak jak większość. Z pewnością nie była tu po raz pierwszy. Po paru ćwiczeniach integracyjnych usiedliśmy znowu na swoich miejsca. Terapeuta oznajmił, żeby każdy z nas wymyślił sobie pseudonim. Najlepiej na następne zajęcia, które odbędą się za tydzień. Nie miałam pojęcia jak mam siebie nazwać. To była najgłupsza praca domowa w moim życiu. Pan oznajmił jeszcze, że najlepiej było by, gdyby to przezwisko nadali nam nasi bliscy. Teraz to nic nie da się zrobić. Wychodziłam już z sali, gdy nagle ktoś złapał mnie za ramie. Odwróciłam się i ujrzałam ową brunetkę. Chciała ze mną porozmawiać. Mówiła coś o Rafale, ale nie chciałam jej słuchać. Nie chciałam o nim rozmawiać. Przeprosiłam więc i udałam się do wyjścia. Sekretarka flirtowała z kimś przez telefon. W sali na parterze dzieci miały zajęcia z baletu, a na ścianach w holu wisiały zdjęcia miejscowego fotografa. Wychodząc pożegnałam jeszcze różową wycieraczkę. Na zewnątrz nadal padało.
-Because I’m happy mmmmmm...Because I’m happy.
Kontrast treści utworu do mojego życia był potwornie ogromny, ale nie przejmowałam się tym. Właśnie wtedy za cel postawiłam sobie wyjście z depresji i zaczęcie nowego życia w nowym miejscu. Nowa ja. To brzmiało niewiarygodnie, ale jednak. Tak będzie! Bez matki, bez Rafała, bez problemów. Deszcz oblewał moje ciało. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że jest mokry. Nigdy nie zważałam na takie szczegóły. Byłam doskonałą córką w doskonałym małżeństwie. Aż do teraz. Mój entuzjazm zniknął w jednej sekundzie. Nagle poczułam jak dławię się powietrzem. Upadłam. Czułam tylko lekkie mrowienie w karku.
Koniec rozdziału III

